Czerwcowe zamieszanie wokół unijnej dyrektywy Green Claims (GCD) to nie tylko problem z jednym aktem prawnym – to sygnał głębszego kryzysu wokół unijnej polityki klimatycznej. Komisja Europejska najpierw ogłosiła wycofanie GCD, po czym… sama z tej decyzji się wycofała. Chaos trwa, a firmy zostają z realnymi obowiązkami – bez jasnych zasad.
Czym jest Green Claims Directive (GCD)?
Green Claims Directive miała uregulować, jak firmy komunikują kwestie środowiskowe. Projekt zakładał m.in. obowiązkową weryfikację tzw. „wyraźnych oświadczeń” (np. „100% z recyklingu”), przejrzyste standardy certyfikacji i ograniczenie nadużyć w offsetach węglowych. Według Komisji Europejskiej ponad 50% „zielonych” deklaracji w reklamach jest dziś bezpodstawnych.
Parlament Europejski przyjął GCD w marcu 2024 roku. Jednak po wyborach przesunięcie sił politycznych w prawo doprowadziło do impasu. Przeciwnicy – głównie Europejska Partia Ludowa, ECR i część organizacji biznesowych – krytykowali dyrektywę jako „biurokratycznego potwora”.
Polityczny chaos w Brukseli
19 czerwca rzecznik Komisji ogłosił wycofanie projektu. To wywołało gwałtowne reakcje – europosłowie nazwali to „podważeniem procesu demokratycznego”. Po kilku dniach Komisja zmieniła zdanie i zapowiedziała kontynuację rozmów, ale z zastrzeżeniem, że mikrofirmy mogą zostać wyłączone z przepisów. Sytuacja pokazała, jak niestabilna jest dziś polityka klimatyczna UE.
Brak Green Claims Directive to nie ulga, tylko ryzyko i niepewność. Zakazy i kary już obowiązują, ale nie będzie jasnych zasad poprawnej komunikacji środowiskowej. Firmy nadal będą odpowiadać za każde słowo o środowisku, tylko bez reguł gry, bez wytycznych i bez prewencji – mówi Anna Kula, ESG & communications advisor, Kula PR Consulting

Co to oznacza dla polskich firm?
Paradoksalnie, brak GCD nie oznacza większej swobody, lecz większe ryzyko prawne. Nadal obowiązują krajowe przepisy chroniące konsumentów, a UOKiK pracuje już nad wdrożeniem innej regulacji – Empowering Consumers for the Green Transition.
Problem w tym, że firmy pozostają bez jasnych wytycznych, jak formułować komunikaty środowiskowe.
Konsekwencje wynikające braku GCD
- brak oficjalnych wytycznych, jak uzasadniać „zielone” deklaracje,
- brak przejrzystego rejestru uznanych oznakowań środowiskowych,
- brak nadzoru nad certyfikatami i offsetami,
- większe ryzyko greenwashingu i utraty zaufania konsumentów,
- rosnące koszty zgodności w marketingu transgranicznym.
Co dalej?
Komisja Europejska zapowiada kontynuację negocjacji. Jednak kompromis może być trudny do osiągnięcia. Firmy powinny już teraz traktować założenia GCD jako praktyczny drogowskaz, a nie obciążenie. Zwłaszcza że ryzyko prawne i reputacyjne pozostaje wysokie, a brak jasnych reguł nie chroni przed sankcjami.





