Minęła dekada od przyjęcia Agendy 2030 i Celów Zrównoważonego Rozwoju. Polska znalazła się w TOP10 światowego rankingu SDGs, ale postęp spowalnia. „Produkujemy i kupujemy za dużo. To największe wyzwanie dla Polski i świata” – mówi w rozmowie z ESG Trends Małgorzata Greszta, partnerka zarządzająca CSR Consulting, inicjatora Kampanii 17 Celów.
Redakcja: Mija 10 lat od przyjęcia Agendy 2030. Czym właściwie jest ten dokument i dlaczego jest tak ważny w kontekście ESG?
Małgorzata Greszta: W natłoku dyskusji o kryzysie ESG i zamieszania wokół pakietu Omnibus łatwo wrzucić wszystko do jednego worka i stracić z oczu sedno sprawy. Potrzeba zrównoważonego rozwoju – w tym ESG – nie wzięła się znikąd. I to precyzyjnie odzwierciedla Agenda 2030. Przede wszystkim trzeba docenić wagę tego dokumentu i sposób, w jaki powstawał. To pierwszy przypadek, kiedy cała społeczność międzynarodowa, we wrześniu 2015 roku, wspólnie określiła wizję tego, jak chcemy kształtować przyszłość. Było to porozumienie dobrowolne, podpisane przez państwa członkowskie ONZ, jeszcze przed Porozumieniem Paryskim – a więc pierwsze tego rodzaju globalne zobowiązanie.
Prace nad Agendą i Celami Zrównoważonego Rozwoju trwały ponad dwa lata i obejmowały ponad dwa tysiące spotkań, dialogów i konsultacji. Celem było wskazanie najważniejszych obszarów wymagających zmian na świecie – mówiąc prościej, tego, „co trzeba poprawić”. W rezultacie powstała spójna rama, oparta na pięciu filarach: ludzie, środowisko, rozwój gospodarczy, pokój oraz partnerstwo i współpraca (cel 17). Co ważne – Agenda 2030 nie została stworzona po to, aby narzucić coś komukolwiek. Jej celem jest zapewnienie wszystkim ludziom dobrych warunków życia.
R: Często słyszymy, że Cele Zrównoważonego Rozwoju to „dyrektywy narzucone przez Unię Europejską”. Czy może Pani wyjaśnić, czym naprawdę są te cele i co mówią o naszym codziennym życiu?
MG: Agenda 2030 jest wspólnym, globalnym – nie tylko europejskim – planem. Mówi o czymś absolutnie fundamentalnym: że każdy człowiek powinien być traktowany z szacunkiem, mieć możliwość życia w zdrowym środowisku, dostęp do pożywienia, wody, edukacji i do opieki zdrowotnej. To są wartości, wobec których nie musimy szukać konsensusu – wszyscy intuicyjnie wiemy, że są słuszne. I nie ma przy tym znaczenia, czy mówimy o biznesie, czy administracji publicznej, czy organizacjach społecznych. Właśnie w tym tkwi siła Agendy 2030 – cały świat zgodził się co do wspólnego planu. Dla mnie to powinno być coś w rodzaju latarni, wskazującej kierunek, w jakim chcemy podążać. Oczywiście pozostaje pytanie, jak ten plan wdrożyć w praktyce.
Kiedy w 2015 roku Agenda była ogłaszana panowało ogromne poczucie entuzjazmu. Wydawało się, że 15 lat to wystarczający czas, by zrealizować cele. Dziś, wobec doświadczeń pandemii COVID-19, wojny w Ukrainie, kryzysów gospodarczych i nasilającej się polaryzacji politycznej oraz społecznej, entuzjazm słabnie. Ale istota się wcale nie zmieniła – cele i kierunki pozostają aktualne. Wciąż chcemy tego samego. Nawet jeśli w debacie publicznej często zapominamy, po co to wszystko zostało stworzone. Zrównoważony rozwój nie jest po to, żeby wypełniać regulacje. To nie jest biurokracja dla samej biurokracji. Chodzi o to, by żyć w lepszym świecie – i to nie tylko w perspektywie naszych dzieci i wnuków, ale i naszego życia.
Wyzwania środowiskowe dotykają nas tu i teraz. Przykładem może być ubiegła jesień w Polsce: w jednym regionie powódź, w innym susza – oba zjawiska jednocześnie, jako bezpośredni skutek zmian klimatycznych. To dowód, że mierzymy się z konsekwencjami, które są namacalne. Podobnie jest w sferze społecznej – nierówności to realny problem również w Polsce. Dlatego na ostatnie pięć lat realizacji Agendy powinniśmy spojrzeć z perspektywy tej latarni – ona wskazuje nam kierunek, co do którego zgodziliśmy się na poziomie globalnym: że chcemy żyć w opisanym Celami świecie i taki świat chcemy pozostawić kolejnym pokoleniom.
R: Minęła już dekada od przyjęcia Agendy 2030. Jak podsumowałaby Pani te ostatnie 10 lat? Co udało się osiągnąć, a gdzie napotykamy największe trudności?
MG: Ostatnie dziesięć lat realizacji Agendy 2030 to czas słodko-gorzki. Dlaczego? Z jednej strony Agenda pozwoliła zmobilizować różne środowiska i uruchomić wiele platform działania, które realnie przynoszą efekty. Nie osiągnęliśmy jeszcze wszystkich celów, ale mapa kierunków, którą wyznacza Agenda, okazała się ogromną wartością. Dzięki niej wiele środowisk nie musiało już tracić czasu na spory o to, czym jest np. zrównoważona produkcja i konsumpcja – mamy przecież jasną listę zadań oraz zestaw wskaźników. To pozwala koncentrować się na konkretnych działaniach, a nie na definicjach. I właśnie ta mobilizacja wokół wspólnych celów jest jedną z największych sił Agendy.
Ale jest też druga strona medalu. Jeśli spojrzymy na Polskę, to rzeczywiście – wypadamy bardzo dobrze. Polska po raz pierwszy została ujęta w tym indeksie w 2016 roku – wtedy zajmowaliśmy 38. miejsce. Od tamtej pory zrobiliśmy naprawdę duży postęp. Już po raz trzeci znaleźliśmy się w pierwszej dziesiątce krajów najlepiej realizujących Cele Zrównoważonego Rozwoju. W najnowszym raporcie zajmujemy dziewiąte miejsce z wynikiem 82,1 punktu. To świetny rezultat, ale warto zauważyć, że od zeszłego roku poprawiliśmy się jedynie o 0,3 punktu na 100 możliwych. Doszliśmy do pewnej ściany i nie jesteśmy w tym wyjątkiem. Wśród najlepszych krajów nie ma jeszcze żadnego, który osiągnąłby 100 punktów. Co więcej – nikt nawet nie przekroczył 90.
Widać, że powyżej 80 punktów już bardzo trudno poradzić sobie ze pozostałymi wyzwaniami. Nawet nowe technologie, w tym sztuczna inteligencja, choć mogą nam sprzyjać, nie rozwiążą wszystkiego. Wciąż na czerwono świeci się nam chociażby Cel 12.
R: Które obszary wymagają dziś największej uwagi w Polsce? Wspomniała Pani o celu 12 czyli odpowiedzialnej konsumpcji i produkcji, ale to wyzwania dla wszystkich rozwiniętych i rozwijających się krajów.
MG: Cel 12 to jeden z największych wyzwań, także w Polsce. To obszar obejmujący gospodarkę obiegu zamkniętego, niemarnowanie żywności, efektywne gospodarowanie zasobami, ale też zmniejszenie samej konsumpcji. I to jest ogromne wyzwanie nie tylko dla Polski, ale dla wielu krajów rozwiniętych. My akurat mamy lepsze wskaźniki w niektórych obszarach – na przykład, jeśli chodzi o ilość odpadów na mieszkańca. Ale problem polega na tym, że u nas te liczby rosną, podczas gdy w Europie Zachodniej już spadają. To pokazuje, że nadal mamy tu dużo do zrobienia.
Podobnie wygląda sytuacja z innymi celami: zieloną energią (cel 7), walką z głodem (cel 2) czy zdrowiem i jakością życia (cel 3). W wielu obszarach udało się osiągnąć sporo, ale jednocześnie napotykamy ogromne trudności. Co więcej – blisko 30% zadań w ostatnim roku przyniosło gorsze wyniki niż wcześniej. To znaczy, że w części wskaźników idziemy do przodu, ale w innych się cofamy.
R: W swoich wcześniejszych wypowiedziach zwraca Pani też szczególną uwagę na kwestie nierówności społecznej.
MG: Tak, to mój “konik”. Niestabilność gospodarcza, wahania na rynku i niepewność biznesowa najmocniej uderzają właśnie w najbiedniejszą część społeczeństwa. Mówimy tu o wykluczeniu transportowym czy energetycznym, które realnie ogranicza szanse – chociażby młodych ludzi. To nie są problemy odległe, one dzieją się tu i teraz, również w Polsce. A konsekwencje widać nie tylko w statystykach, ale też w polityce. Bo kiedy ludzie czują, że żyje im się gorzej niż kilka lat temu, stają się zniechęceni i bardziej podatni na populistyczne hasła. I to później znajduje odzwierciedlenie w wynikach wyborów.
R: Zrównoważona konsumpcja to temat, o którym wciąż mówi się stosunkowo mało, a wydaje się kluczowy dla ochrony środowiska. Jak Pani ocenia obecny model gospodarczy i jego wpływ na nadmierną produkcję i konsumpcję, także w kontekście Polski? Wciąż chyba mamy dużo do zrobienia w kwestii edukacji na poziomie biznesu i konsumenta?
MG: Temat zrównoważonej konsumpcji to jedno z największych wyzwań, przed którymi stoimy. Dlaczego? Bo cały nasz model gospodarczy opiera się na tym, że produkujemy coraz więcej, sprzedajemy coraz więcej, a my – jako konsumenci – kupujemy coraz więcej. Głównym wskaźnikiem sukcesu wciąż jest wzrost gospodarczy, czyli PKB, oraz konsumpcja. Świat jest więc nastawiony na nieustanne zwiększanie produkcji i zakupów. To jednak ma poważne konsekwencje. I pokazuje brak holistycznego podejścia, a to powinno się opierać na gospodarce obiegu zamkniętego, która zaczyna się od ekoprojektowania i efektywnego wykorzystania zasobów. W Polsce to jest szczególnie trudne, bo wciąż pamiętamy czasy, kiedy dostępność produktów była ograniczona. I być może nadal jesteśmy na etapie cieszenia się nadmiarem wyboru i możliwościami konsumpcji.
Jest tu też pewna pułapka. Kraje zachodnie, najbogatsze – a dziś w tym gronie jest również Polska – wyemitowały dotąd najwięcej gazów cieplarnianych. Teraz mówimy wszystkim: „ograniczajcie emisje”, a sami nie chcemy realnie ograniczać własnej konsumpcji. Co więcej, średnie emisje przypadające na jednego Polaka są wyższe niż średnie emisje na mieszkańca Chin. Oczywiście, suma emisji w Chinach jest większa ze względu na liczbę ludności i ogromną skalę produkcji, ale jeśli spojrzymy na jednostkowy poziom, wynik dla Europy – w tym Polski – jest zaskakująco wysoki. Trzeba też pamiętać, że emisje w Europie to tylko część globalnego obrazu. Ogromna część produkcji, którą konsumujemy, powstaje w Azji – a emisje związane z jej wytworzeniem (oraz ślad środowiskowy) zostają tam, choć wynikają z naszego popytu.
Dlatego jednym z priorytetów musi być budowanie świadomości na wielu poziomach. Wśród decydentów – by tworzyli lepsze regulacje. Wśród biznesu – by rozwijał nowe modele, np. zamianę produktów na usługi czy wydłużanie życia zasobów. A wśród konsumentów – byśmy podejmowali bardziej trwałe, świadome wybory. To oznacza oszczędniejsze korzystanie z zasobów naturalnych, produkty trwalsze, dłużej krążące w obiegu, mniejsze emisje i – w efekcie – korzyści dla wszystkich.
Powiedziałabym wręcz, że to jest największe wyzwanie nie tylko dla Polski, ale całego rozwiniętego świata: ograniczenie konsumpcji. Po prostu produkujemy i kupujemy za dużo.
R: Ale pewne symptomy działania w kierunku GOZ już na polskim rynku są widoczne. Pojawiają się butiki cyrkularne, usługi wypożyczenia rowerów i samochodów są coraz dostępniejsze, sklepy udostępniają punkty napraw…
MG: Tak, to podejście jest adekwatne w wielu branżach. Podstawą efektywnego wykorzystania materiałów jest takie projektowanie produktów, aby można je było później łatwo rozłożyć i naprawić albo rozebrać na elementy, które nadają się do recyklingu. Ważne jest także włączanie surowców z recyklingu w nowe procesy produkcyjne oraz tworzenie produktów trwałych, które można wielokrotnie serwisować.
Jednym z ciekawych modeli w ramach gospodarki obiegu zamkniętego jest zamiana produktu na usługę. Świetnym przykładem jest wiertarka. Ile razy przeciętny domownik korzysta z niej w ciągu roku? Zazwyczaj zaledwie kilka. Przez resztę czasu leży nieużywana w szafie. Tymczasem, jeśli zamiast kupować wiertarkę, moglibyśmy ją wypożyczać – co w Polsce już funkcjonuje – to jedna wiertarka mogłaby obsłużyć wiele gospodarstw domowych. W efekcie zużywalibyśmy znacznie mniej zasobów.
To myślenie w duchu „nie posiadać, ale korzystać” świetnie sprawdza się w praktyce. Przykładów mamy sporo: biblioteki czy systemy rowerów miejskich. Pytanie brzmi: na jakie inne obszary życia możemy przenieść ten model?
Kluczowe jest także, aby produkty były bardziej trwałe i łatwiejsze do naprawy. Dzięki temu dłużej pozostają w obiegu, co przekłada się na realne oszczędności zasobów.
R: Te działania wpisują się też coraz częściej w polityki i strategie ESG firm
MG: Głęboko wierzę, że biznes odgrywa – i może odgrywać jeszcze większą – rolę w zmianach związanych ze zrównoważonym rozwojem. Z jednej strony biznes może podnosić świadomość i edukować otoczenie. Z drugiej – musi proponować konkretne rozwiązania, które pomagają wypełnić lukę między tym, co chcemy osiągnąć, a tym, jak funkcjonuje rynek. Niestety, nie zawsze tak się dzieje. Przykładem może być branża odzieżowa – nie chcę jej piętnować, ale produkujemy po prostu za dużo ubrań. Kiedyś była jedna kolekcja jesienna i jedna zimowa; dziś kolekcje zmieniają się kilka razy w roku. Często, gdy klientka wybierze coś wiosną, miesiąc później tego produktu już nie ma – nie dlatego, że był nieprzydatny, tylko dlatego, że system wymusza szybką rotację.
To ogromna transformacja dla biznesu, który przez lata był uczony: więcej produkować, więcej sprzedawać. Marketing wręcz kreował potrzeby konsumentów. To jest rewolucja, w której biznes może przewodzić zmianie – wykorzystując innowacyjność, doświadczenie i partnerstwa. Tak jak kiedyś kreowano nowe produkty, dziś trzeba zastanowić się, jak zmieniać procesy, upraszczać je i odpowiadać na wyzwania środowiskowe i społeczne. Konsumenci bardzo często widzą w biznesie siłę, która może zaproponować rozwiązania i wprowadzać zmiany.
Nie sposób też tu pominąć wątku raportowego. Dziś za bardzo skupiliśmy się na mierzeniu i raportowaniu, a zapomnieliśmy, po co to robimy. Często rozmawiam z firmami: „Jak chcecie przygotować raport ESG, jeśli nie macie strategii?” A przecież raport jest tylko narzędziem. Fundamentem jest strategia: w jaki sposób firma zmienia produkty, usługi, buduje relacje z interesariuszami w odpowiedzi na wyzwania społeczne i środowiskowe. Raportowanie ESG służy tylko do mierzenia tych zmian.
Trzeba mieć pomysł: jak zmienić procesy, by zużywać mniej energii, wody i zasobów; jak tworzyć nowe modele biznesowe; jak angażować dostawców; jak edukować konsumentów i zmieniać ich nawyki. Jeśli za tym stoi przemyślana strategia, raportowanie nie jest problemem – działa jak każdy inny system monitorowania w biznesie.
Problem pojawia się wtedy, gdy nie wiadomo, co chcemy osiągnąć. Jeśli zrównoważony rozwój nie jest dobrze osadzony w organizacji, nie jest zarządzany ani opisany, mierzenie go staje się „kreatywną księgowością” i raporty tracą sens. Dlatego trzeba wrócić do źródeł: jaka jest rola firmy? Jaką wartość dostarczamy? Jak produkty i procesy powinny się zmieniać w odpowiedzi na potrzeby klientów i wymogi legislacyjne? Jeżeli strategia jest solidna, raportowanie staje się naturalnym i prostym narzędziem.
R: Jak zatem biznes powinien podchodzić do raportowania w praktyce, żeby nie było ono tylko „sztuką dla sztuki” i rzeczywiście wspierało zarządzanie zrównoważonym rozwojem?
MG: Raport jest integralnym elementem procesu zarządzania. To bardzo ważny element, ale nie może być oderwany od samego zarządzania. Raport nie jest produktem samym w sobie – jest wynikiem procesów, które zachodzą w firmie. Jeśli oddzielamy raportowanie od procesów biznesowych, pojawiają się problemy.
Oczywiście wytyczne i zasady raportowania są potrzebne, żeby dane były porównywalne, ale nie możemy popaść w przesadę nadmiar wymogów, który przysłania sedno. Kiedy powstawały wytyczne CSRD, wielu ekspertów od razu zwracało uwagę, że są one zbyt skomplikowane i wymagają ogromnych zasobów. Przez lata sama wspierałam firmy przy opracowywaniu dziesiątek raportów – i widziałam, że jeśli raport wymagał zbyt dużo pracy, firmy nie miały czasu ani zasobów, żeby przygotować rzetelną treść.
Dlatego skupiliśmy się na strategii, bo to ona jest prawdziwym procesem transformacji w firmach. Raport jest tylko pochodną tej strategii, dokumentuje jej wyniki.
Tymczasem w momencie, gdy Komisja Europejska wprowadziła nowe wymogi CSRD, zamiast poczekać na pierwsze wyniki i dopiero wtedy uprościć standardy, zaczęto nagle zmieniać zasady w trakcie roku raportowego. Powstał chaos, który osłabia zaufanie do instytucji, prawa i regulacji – zarówno na poziomie europejskim, jak i krajowym. Słyszałam komentarze: „Dobrze, że nie zaczęliśmy tego robić, bo i tak wszystko się zmienia”. Takie podejście dla firm, które podeszły rzetelnie, jest bardzo demotywujące i wysyła zły sygnał. Brakuje konsekwencji ze strony regulatorów – zarówno w Europie, jak i w Polsce – a to zaufanie jest nam niezbędne, by skutecznie działać.
R: Na koniec chciałabym zapytać o nadchodzący tydzień wydarzeń poświęcony Agendzie 2030 w Polsce. To tzw. Kampania 17 Celów?
MG: Kampania 17 Celów od lat upowszechnia i daje narzędzia do wdrażania Agendy 2030. Podejmuje też inicjatywy, które mobilizują biznes do realnego działania, jak Polski Pakt Plastikowy czy Platforma GOZ 2030.
Światowy Tydzień Działania to czas, w którym Kampania 17 Celów od trzech lat włącza się w globalne obchody Global Goals Week. Upowszechniamy wtedy Agendę 2030 przez różnego rodzaju wydarzenia i spotkania. W dniach 19-26 września zaplanowaliśmy szereg webinarów i konferencji. Co roku wybieramy hasło przewodnie, tym razem “Partnerstwa dla gospodarki przyszłości”. Wiemy, że bez współpracy między sektorami i między firmami nie uda się w pełni zrealizować założeń Agendy (dziś polski SDGs Index to 80/100 pktów). Kluczowym punktem jest Światowy Dzień Działania – 25 września, czyli rocznica przyjęcia Agendy 2030. W Warszawie odbędzie się konferencja biznesowa pod hasłem „Efektywne Strategie dla Przyszłości”, gdzie będziemy dyskutować o roli biznesu w realizacji wyzwań Agendy 2030.
R: Jest Pani w zespole przygotowującym to wydarzenie. Jakie tematy podejmiecie w tym roku? Kogo zaprosiliście do współpracy?
MG: W programie znajdzie się m.in. wykład Zuzanny Skalskiej na temat zarządzania biznesem w niepewnych czasach oraz sesja „Quo Vadis ESG – transformacja w zarządzaniu czy listek figowy?”, poświęcona realnym strategiom w łańcuchu wartości. Omówimy, jak włączać partnerów, dostawców i klientów w proces zmian oraz zaprezentujemy dobre praktyki zarządzania. Dodatkowo będą stoliki dobrych praktyk, gdzie firmy będą dzieliły się projektami z obszaru ESG i gospodarki obiegu zamkniętego. We wszystko włączają się nasi partnerzy strategiczni: Rekopol Organizacja Odzysku Opakowań, InPost, Orange Polska i Stena Recycling. Mamy też szeroką koalicję partnerów merytorycznych i instytucjonalnych – zarówno wśród uczelni, NGO, izb branżowych, jak i organizacji biznesowych.
Cały tydzień wydarzeń rozpoczynamy 19 września konferencją prasową, a 22 września – dniem poświęconym gospodarce o obiegu zamkniętym. Zaplanowaliśmy dwa webinary: jeden o GOZ dla biznesu, drugi o rozszerzonej odpowiedzialności konsumenta i roli konsumenta w transformacji. 23 września odbędzie się okrągły stół we współpracy ze Szkołą Główną Handlową, poświęcony zarządzaniu ESG podczas transformacji w organizacjach . 24 września skupimy się na platformach współpracy z miastami i wzajemnym wspieraniu się podmiotów.
Ostatni dzień, 26 września, będzie poświęcony społecznemu wymiarowi Agendy. Cały tydzień to zestaw spotkań, webinarów i konsultacji z ekspertami, mających na celu lepsze zrozumienie obecnej sytuacji, inspirację do działań oraz przygotowanie Białej Księgi „17 celów – przyspieszenie”, zawierającej wnioski ekspertów i rekomendacje na nadchodzące pięć lat.
Planowane są też dalsze działania: cykl newsletterów tematycznych oraz wydarzenia jesienią w miastach w ramach Europejskiego Tygodnia Redukcji Odpadów. Celem tego całego tygodnia jest mobilizacja, zbieranie wiedzy i inspirowanie do dalszych działań, bo głęboko wierzymy, że współpraca i partnerstwo na rzecz gospodarki przyszłości mają sens.
Rozmawiała: Katarzyna Łabuz
Rozmowa ESG Trends
Małgorzata Greszta – Partnerka Zarządzająca CSR Consulting, ekspertka w zakresie zrównoważonego rozwoju i Agendy 2030 – zawodowo związana z tematem od blisko 25 lat. Znalazła się na liście 25 polskich liderek zrównoważonego rozwoju ogłoszonej przez ForbesWomen. Posiada ogromne doświadczenie w tworzeniu strategii i budowania kontekstu biznesowego dla aktywności ESG firm w Polsce. Pomysłodawczyni Kampanii 17 Celów i entuzjastka wspólnych projektów biznesu na rzecz Celów Zrównoważonego Rozwoju. Inicjatorka Polskiego Paktu Plastikowego. Propagatorka nowych trendów i innowacyjnych rozwiązań w zakresie zrównoważonego rozwoju. Uwielbia nowe modele i rozwiązania systemowe.




