Warszawa, Sydney, Chicago i Kopenhaga wracają nad wodę różnymi drogami, od odbudowy ekosystemu, przez zachowanie funkcji gospodarczych, po poprawę jakości wody, która pozwoliła mieszkańcom z niej korzystać. Podczas ULI Poland Places+Spaces: Go with the Flow eksperci byli zgodni, że nie ma jednej recepty na udane nabrzeże. Dobra zmiana zaczyna się od rozpoznania wartości, które w danym miejscu już są.
Powrót miast nad wodę
Warszawa nie zagospodarowuje każdego odcinka Wisły w ten sam sposób. Sydney zachowało działający targ rybny, otwierając jednocześnie nabrzeże dla miasta. Chicago rozpoczęło zmianę od przywracania przyrody, a Kopenhaga od bezpośredniego kontaktu mieszkańców z wodą. Podczas ULI Poland Places+Spaces: Go with the Flow doświadczenia czterech miast pokazały, że nie istnieje jeden model udanej transformacji nabrzeży.
Powrót miast nad wodę nie zawsze musi oznaczać budowę kolejnej promenady, zastąpienie istniejących funkcji nowymi albo maksymalizację liczby atrakcji. Coraz częściej chodzi o znalezienie właściwych proporcji między dostępnością, przyrodą, gospodarką i codziennym życiem mieszkańców. To właśnie różne sposoby osiągania tej równowagi połączyły doświadczenia Warszawy, Sydney, Chicago i Kopenhagi prezentowane podczas ULI Poland Places+Spaces: Go with the Flow.
Warszawa: różne odcinki rzeki, różne potrzeby
Warszawa wnosi do tej dyskusji doświadczenie miasta, które przez ponad dwie dekady stopniowo odbudowywało swoją relację z Wisłą. Schowanie części Wisłostrady pod ziemię, rozwój bulwarów, nowych połączeń pieszych i rowerowych, portów oraz terenów rekreacyjnych zwiększyły dostępność rzeki. Jednocześnie znaczna część jej brzegów zachowała naturalny charakter, a tereny nadwiślańskie obejmują także obszary Natura 2000 i cenne siedliska przyrodnicze.
Różnicę szczególnie dobrze widać pomiędzy bardziej miejskim lewym brzegiem a znacznie bardziej naturalnym prawym. Kolejne przedsięwzięcia – od Portu Czerniakowskiego i Parku Żerańskiego po Park Naturalny Golędzinów – również mają bardzo różną skalę i charakter ingerencji.
Nie każdy odcinek Wisły wymaga takiego samego podejścia. Są miejsca, w których infrastruktura pozwala przybliżyć rzekę mieszkańcom, ale są również takie, gdzie największą wartością pozostaje jej naturalny charakter. Większa dostępność Wisły nie musi oznaczać urbanizowania każdego fragmentu brzegu – mówi Magdalena Młochowska, wiceprezydentka Warszawy.
Sydney: zachować funkcję i otworzyć nabrzeże
Inną odpowiedź daje New Sydney Fish Market nad Blackwattle Bay. Obiekt zaprojektowany przez 3XN/GXN we współpracy z BVN Architecture i ASPECT Studios pokazuje, że przekształcenie nabrzeża nie musi zaczynać się od usunięcia tego, co funkcjonowało tam wcześniej.
Nowy kompleks zachował podstawową rolę największego targu rybnego w Australii i działalność hurtową, jednocześnie dodając handel detaliczny, gastronomię, edukację oraz ogólnodostępną przestrzeń publiczną. Funkcje produkcyjne i logistyczne pozostają widoczną częścią miejsca, zamiast zostać ukryte lub wyparte. Skala zainteresowania pokazuje, jak silnym magnesem może stać się takie połączenie. W ciągu pierwszych ośmiu tygodni New Sydney Fish Market odwiedziło ponad 1 mln osób, a prognoza zakłada ponad 6 mln gości rocznie.
Nie chodziło o usunięcie funkcji gospodarczej z nabrzeża, lecz o jej zachowanie i stworzenie wokół niej miejsca dostępnego dla znacznie szerszej grupy użytkowników. Sukces takich projektów podnosi jednak również atrakcyjność i wartość ich otoczenia. To może oznaczać presję cenową i ryzyko gentryfikacji, dlatego transformacja nabrzeża wymaga szerszego spojrzenia na politykę gruntową i sposób rozwoju całej okolicy – mówi Christian Veddeler, Partner w 3XN/GXN i Head of 3XN Amsterdam.
Veddeler przywołał w tym kontekście High Line w Nowym Jorku – przykład niezwykle udanej przestrzeni publicznej, której popularność przełożyła się równocześnie na silny wzrost wartości nieruchomości w sąsiedztwie.
Chicago: zmiana może zacząć się od przyrody
Wild Mile pokazuje z kolei, że przekształcanie przemysłowych terenów nadrzecznych nie musi rozpoczynać się od dużej inwestycji. Projekt Urban Rivers wyrósł z niewielkiego eksperymentu z pływającą roślinnością na Chicago River i stopniowo przekształcił się w model renaturyzacji miejskich nabrzeży i pierwszy na świecie pływający eko-park.
Punktem wyjścia było tworzenie nowych siedlisk i poprawa warunków przyrodniczych. Wokół nich stopniowo pojawiały się funkcje edukacyjne, badawcze, rekreacyjne i kulturalne. Obecnie Wild Mile obejmuje około 1,5 tys. mkw. siedlisk oraz pomostów i przestrzeni wykorzystywanej do różnych aktywności. W projekt angażują się mieszkańcy, naukowcy, organizacje społeczne i wolontariusze.
Najbardziej dumny jestem z różnorodności ludzi, którzy zaangażowali się w Wild Mile i chcą go chronić. Są wśród nich naukowcy, kajakarze i osoby, które po prostu chcą pracować w ogrodzie. Jeśli ludzie współtworzą miejsce, zaczynają czuć się za nie odpowiedzialni – podkreśla Zachary Damato, współzałożyciel Urban Rivers.
Jedną z podstawowych zasad Wild Mile jest „wildlife first”: projektowanie rozpoczyna się od potrzeb ekosystemu, a dopiero później pojawiają się funkcje edukacyjne, rekreacyjne i społeczne. Według Damato zainteresowanie projektem wyszło już daleko poza Chicago i doświadczenia Urban Rivers są inspiracją dla innych kolejnych miast.
Kopenhaga: woda staje się częścią codzienności
Jeszcze inną drogę przeszła Kopenhaga. Kluczowe znaczenie miała poprawa jakości wody w porcie, która umożliwiła mieszkańcom bezpośrednie korzystanie z niej. Kąpieliska, pomosty czy pływające sauny sprawiły, że nabrzeże przestało być miejscem oglądanym z dystansu. Kristian Riis, CEO Volcano i Co-chair ULI Europe Placemaking Council zwracał uwagę, że kopenhaskiego doświadczenia nie można sprowadzić wyłącznie do architektury czy infrastruktury. O powodzeniu przestrzeni decyduje sposób, w jaki zostaje ona przyjęta i wykorzystywana przez ludzi.
Można zaczynać od dużego, zaprojektowanego przedsięwzięcia albo od małej inicjatywy rozwijanej oddolnie. Wspólnym mianownikiem pozostają ludzie. Trzeba włączać ich w proces, dawać możliwość współtworzenia miejsca i zostawić przestrzeń także na takie sposoby korzystania z niego, których nie da się wcześniej zaplanować – uważa Kristian Riis.
Nie ma jednej recepty na dobre nabrzeże
Cztery miasta pokazują cztery różne punkty wyjścia. Warszawa różnicuje sposób korzystania z kolejnych fragmentów rzeki. Sydney zachowało funkcję gospodarczą, dodając przestrzeń dla mieszkańców i odwiedzających. Chicago rozpoczęło od odbudowy ekosystemu i lokalnej społeczności. W Kopenhadze przełomem stało się ponowne dopuszczenie ludzi bezpośrednio do wody. Eksperci byli zgodni, że nie ma jednej recepty na dobre nabrzeże. Każde miasto musi znaleźć własną równowagę między rozwojem, naturą, istniejącymi funkcjami i potrzebami mieszkańców. Dobra transformacja zaczyna się od rozpoznania tego, co w danym miejscu już ma wartość – przyrodniczą, społeczną, gospodarczą czy kulturową – i rozwijania nowych funkcji bez niepotrzebnego wymazywania istniejących.
ULI Poland Places+Spaces: Go with the Flow – Cities, Communities, and Life Along the River odbyło się w KinoGramie w Fabryce Norblina w Warszawie. W wydarzeniu uczestniczyli Zachary Damato, Christian Veddeler, Magdalena Młochowska oraz Kristian Riis. Dyskusję moderował John Banka, Partner w Charles Irvine.





